WYBIERZ SWÓJ KANAŁ MUZYCZNY

29 sierpnia 2008

o tym kiedy człowiek powinien wziąć urlop:)

Jeśli:
- jesteś tak zmęczony, że nie możesz w nocy spać
- słyszysz całkiem coś innego niż w rzeczywistości
- zastanawiasz się dłużej niż 15 sekund jaki jest dzień tygodnia,

to znaczy że musisz zrobić sobie wolny dzień:)..

A było to tak:)...
Kolejny dzień spędzony w pracy, podwójna robota z dnia poprzedniego bo nikt nie przewidział tego w ustawie, że biorąc kogoś na zastępstwo będę musiała nadrabiać zaległości. Kto wie, być może to jakiś nowy przepis, że pracownik na zastępstwie obowiązków wykonywać nie musi skoro nie jest u siebie:). Wieczorkiem dwie szklaneczki deserowego winka - tak dla odmiany do rozmowy wirtualnej na gg;). Byle nie za długo bo i tak jednym i drugim oczy sie zamykają. Do tego w radio piosenka SDM, śpiewają: "człowiek człowiekowi DŻUMĄ", ja oczywiście słyszę: "człowiek człowiekowi GUMĄ" :).
"Fuck" - przebiega przez myśl o 4 rano. To olśnienie - nie wzięłam tabletek na sen. Przypomniał mi o tym tylko jeden fakt - to że sie obudziłam. No nic.. Trochę poleżeć, pomyśleć, może da się jeszcze zasnąć. Ale jak zawsze letni rytuał: wstaję i zamykam okna bo deszcz.. STUK STUK.. STUK STUK.. Strasznie to irytujące. Albo takie samochody. BZIUM... BZIUM... Kto wymyślił żeby o 4.30 do pracy jeździć? I tak jak w filmie "Dzień Świra", całe lato: wstajesz, zamykasz. wstajesz, zamykasz. Acha, jeszcze autobus.. BZIUUUMM.. (jak samochód to szybkie BZIUM.., jak autobus to wolne BZIUUUMM...) Solaris niskopodłogowy, to nic że nowej generacji, hałasować musi. I koniecznie o 5 rano, bo ludzie do szpitala jadą o 5 rano żeby o 13 przyjęli ich do lekarza. Niektórych przyjmą dopiero o 16. Też tak raz jechałam, jak jakaś żyłka pękła mi w oku, wylało się na czerwono, nikt nie wiedział co to jest więc musiałam jechać. Oczywiście, że o 5 rano. Bo tylko 20 osób przyjmują. Przepraszam - więcej też ale to już za drobną opłatą. Pani doktor nic mądrego wtedy nie powiedziała, tylko krople dała. No nic, wracając do tematu.. Jeszcze jedno BZIUUUM... No tak, jeszcze "trójka". Na cmentarz jedzie. Nie wiem czy ktoś o tej godzinie tam jeździ, ja nie jeździłam. Wszystko? Acha.. Jeszcze sąsiad do pracy. 5.30 stuk, stuk, stuk, schodzi po schodach. Przez głowę myśl: "może to nie on, może ktoś chodzi i mój rower kradnie?" Ale nie, słychać jak na dole trzaskają drzwi, za szybko by ktoś go zniósł na dół. Druga myśl by wstać i rozpisać się "na świeżo", ale lenistwo wygrywa, wolę poleżeć godzinkę dłużej, więc pisana teraz opowieść gorszej jakości bo już nie "na świeżo". Zasypiam na godzinkę, może dwie.. Niechętnie wstaję o ósmej. Sypię w kubek kawy, rzadki to widok choć ostatnio powracający bo długo kawy nie piłam. Nie trafiam do kubka, sypnęłam na stół. przez myśl przebiega: "kurrwa!". Bo co innego przebiega Polakowi przez głowę gdy coś mu nie po myśli idzie? To takie popularne "polskie" słowo tłumaczące większość życiowych sytuacji. Jak ktoś ma wątpliwości niech posłucha "wykład o kurwie". Druga myśl która przebiega to przypomnienie sobie wczorajszego, głośnego już "kurwaa!" gdy schylając się przy porannej toalecie trzasnęłam głową o pralkę. Być może dlatego mam takie zaburzenia bo często uderzam się w głowę. W zeszłym roku spadłam z roweru, jak Małysz leciałam i nie wiem gdzie uderzyłam bo za szybko leciałam. Być może jakiś bocian koło mnie nawet leciał ale nie zdążyłam go zobaczyć. Pamiątki były: śliwa pod okiem i nad okiem, dziura w kolanie i biodrze, zdarte łokcie. Jakby się przyjrzeć to blizny zostały.
Wychodzę z domu. Wiatr zniechęcił mnie by wybrać się do pracy rowerem więc jadę kolejką. Nawet wesoło było, parę osób spotkałam, każdy coś powiedział, właściwie nic mądrego ale każdy się z tego śmiał bo przecież trzeba się rozweselić choćby z przymusu by udawać że zaczyna się z zadowoleniem kolejny dzień pracy.
Dzień w pracy minął spokojnie. Trochę pod koniec nudnawo ale ogólnie ok. Jeszcze tylko powrót kolejką. Ludzi pełno, jak śledzie w puszce. Co chwilę ktoś ociera się o mnie, trąca łokciem torbą, rozpycha się. Dziwne to, bo ja też mam mało miejsca ale jakoś nikogo nie "macam". Strasznie mnie to irytuje ale z braku odwagi i poczucia że nie jestem na swoim terenie nic nie mówię. Kiedyś czytałam, że w Chinach czy Japonii - dokładnie nie pamiętam - jest nie do pomyślenia by w metrze czy tramwaju ktoś kogoś dotknął czy otarł się. Nie wiem ile w tym prawdy ale mi by to odpowiadało:). Zawsze miałam skojarzenie ze śledziami jak widziałam ludzi w autobusach na 1 listopada jadących na cmentarz. Miejsca nie bylo ale jeszcze "na chama" może ktoś się zmieści. To nic że mieszkam 15 minut drogi od cmentarza, ale przecież jest promocja, specjalny autobus podstawiają, do tego bilet za złotówkę! Ludzie wiedzą że to im na dobre nie wyjdzie ale przecież muszą skorzystać! Bo to tak jakby GRATIS:)! A jak GRATIS to "chyba" jednak się opłaca:)! Wracając do kolejki oprócz irytacji pod względem "macanki" jestem jeszcze zmuszona słuchać jakie to osobiste sprawy ludzie głośno wypowiadają na temat swoich rodzin, sytuacji życiowych i prywatnych spraw. Wstydziła bym się niejedną rzecz powiedzieć nawet znajomej osobie a tu proszę - cały wagon musi wiedzieć bo ów osobniki nawet nie kwapią się by mówić przyciszonym głosem. Wręcz przeciwnie - mówią podwyższonym głosem! Może większość pracuje w fabrykach gdzie chodzą głośne maszyny:)? A skoro ja mam problem ze słuchem i słyszę trochę gorzej, zwłaszcza na lewe ucho to jak słyszą to osoby zdrowe? "Moja mama powiedziała, że się zamknęłam w sobie bo pyta jak było na imprezie a ja jej mówię tylko "OK" i nic więcej, wogóle z nią nie rozmawiam, ona powiedziała że nie byłam taka chamska nigdy i zmieniłam się na gorsze"! - prawie krzyczącym tonem opowiada dziewczyna swojej koleżance. Takich różnotematycznych historii jest dużo ale więcej przykładów nie przytaczam bo boli mnie głowa od tego jednego. Nie rozumiem.. Po co cały wagon ludzi wracających z pracy ma znać życie, relacje osób których wogóle nie zna? Pomijając fakt, że nawet głupio mi stać obok kogoś takiego to takie rzeczy mogłabym opowiadać komuś bliskiemu na osobistym spotkaniu albo komuś kto chce udzielić mi pomocy psychologicznej. Niedługo ktoś podejdzie do kierownika pociągu i powie: "dzień dobry, moja matka mnie nie rozumie, tata z nami nie mieszka, w szkole mam problemy, bla bla, poproszę ulgowy do Lęborka", a kierownik na to: "moja żona mówi że za dużo pracuję i nie mam na nic czasu, a ja też chciałbym iść z kolegami na piwo czasem, 7,30zł poproszę". Buahaha! Z jednej strony to tragiczne ale wydaje mi się że z niektórych rzeczy nie powinno się obnażać przed obcymi osobami. Może ktoś mi zarzuci, że piszę tu też osobiste swoje sprawy. Ale w pewnym sensie w internecie jest się anonimowym, tylko paru znajomych wie, że ja to ja, a poza tym piszę "pół słówkami" więc nigdy nie wiadomo o co do końca mi właściwie chodzi:).
No i tak dojechałam do domu. Myślałam nad rowerem ale chyba nie miałam wystarczająco siły:), tak więc siedzę tu i piszę ten tekst z przymrużeniem oka. Jeśli ktoś uważa go za całkiem poważny to tak nie jest. Wszystko co napisałam to prawda i tak faktycznie było:) ale uśmiecham się sama do siebie że udało mi się (mam nadzieję) ująć to trochę w humorystyczny sposób:). Buahahaha, dobrze się bawiłam pisząc to:)!

A i piosenka:D bo jutro sobota, i mam wolne:D phehe
http://www.youtube.com/watch?v=DVd9t8372cs

1 komentarz:

Dorota pisze...

Dla mnie super: ) Lekki, humorystyczny język, fajna narracja, czytałam to z przyjemnością i bardzo mi się podobało:DDD Ale jestem już po urlopie hihi.
Pozdrawiam ciepło:)))